Warto przeczytać

 

Parafia Chrystusa Króla

w Goczałkowie

ul. Strzegomska 17A, 58-152 Goczałków

Małe Myśli na niedzielę 04.12.2016

SZKOŁA BOJOWNIKÓW

 

Bardzo często człowiek dzieli się z bliźnim tym co sam przeżywa.  Piękno i dobro ma to do siebie, że  darowane drugiej osobie, rodzinie,  najbliższym, się pogłębia i wzmacnia serce oraz duszę tego,  który się nim dzieli.  I o to właśnie chodzi.  Dziś właśnie o dzieleniu się.  Kanwę tego dzielenia się znalazłem w przepięknie zrealizowanym filmie religijnym „Zerwany ktoś”.  Ten pełnometrażowy obraz został wyprodukowany przez telewizję Trwam.

 

Reżyser Witold Ludwig poświęcił swój obraz błogosławionej Karolinie Kózkównie.  Ta prosta  16-letnia dziewczyna z ubogiej chłopskiej rodziny była bardzo religijna. W swej pod tarkowskiej wsi należała do Apostolstwa Modlitwy i była zelatorką Koła Żywego Różańca.  Pomagała także swemu wujowi w prowadzeniu wiejskiej świetlicy i biblioteki z prasą katolicką.  Gdy w listopadzie 1914 roku,  na te tereny wkroczyły oddziały kozaków armii rosyjskiej,  została porwana. 18 listopada 1914 roku,  broniąc się przed próbą gwałtu,  zginęła z gardłem poderżniętym szablą.  Ciało odnaleziono dopiero 4 grudnia.  Broniła się tak wytrwale,  że rosyjski żołdak nie zdołał naruszyć jej czci.  Od samego pogrzebu,  w którym wzięło udział 3 tys. ludzi,  otoczył ją kult męczeństwa i świętości.  Już 18 listopada 1917  roku,  na polecenie biskupa Leona Wałęgi,  przeniesiono zwłoki Karoliny z wiejskiego cmentarza do grobowca położonego w pobliżu kościoła parafialnego w Zabawie.  Długie starania o jej wyniesienie na ołtarze uwieńczył 10 czerwca  1987 roku,  papież Jan Paweł II,  ogłaszając ją błogosławioną podczas uroczystej Mszy Świętej w Tarnowie.

 

Opowiedzieć językiem filmu o świętości i męczeństwie nie jest łatwo.  Szczególnie trudne w przypadku opowieści o tragedii,  która miała wyjątkowo drastyczny finał.  Reżyserowi to się udało.  Opowieść jest przekonująca i pozbawiona lukru.  Sceny gwałtów bo film opowiada też o wcześniejszym gwałcie kozaków na jednej z mieszkanek wsi -  uniknięto.

 

Witold Ludwig,  podobnie jak większość twórców filmu,  jest absolwentem Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu.   Oglądając film pomyślałem sobie o Ojcu Tadeuszu Rydzyku,  który doskonale zrozumiał czasy.  Zbudował Radio Maryja,  zanim biskupi zrozumieli,  że w nowych warunkach ustrojowych Kościół powinien mieć swoje media.  Inną dalekowzroczną decyzją Ojca Tadeusza Rydzyka było powołanie przez niego do życia w 2001 roku wspomnianej Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej I Medialnej.  Chodziło o stworzenie alternatywnego modelu kształcenia dziennikarzy wobec istniejącego do tej pory. Jan Paweł II w książce „Przekroczyć próg nadziei”  pisał,  że najbardziej zaciekły bój o dusze świata toczy się na “nowych areopagach”,  którymi są dziś przede wszystkim media!  W tym sensie toruńska uczelnia została pomyślana jako szkoła bojowników,  którzy wezmą udział w tej walce.

 

Później przyszedł czas na telewizję Trwam.  Przestrzegano wówczas Ojca Rydzyka i Redemptorystów,  że jest za wcześnie na tego typu inicjatywę i powinni jeszcze poczekać,  ale Ojciec Tadeusz postawił na swoim.  W efekcie powstał kanał telewizyjny,  który stał się swoistym miejscem „rozpoznania boju”, w którym studenci i absolwenci toruńskiej uczelni dostali szansę na realizację swych projektów,  jak jej nie otrzymali by w innych mediach elektronicznych.  Stacja dojrzewała wraz z nimi,  stale podnosząc swój poziom, bardzo wysoki.

 

Teraz nadszedł czas na otwarcie nowego etapu,  czyli produkcję filmów fabularnych. „Zerwany kłos”  to swoisty rezultat doświadczeń instytucji medialnych z Torunia.  To rzeczywistość,  która nijak,  jak chcieliby ci z michnikowszczyzny  + TVN,  nijak nie przystaje do obrazu Polski obciachowej.

 

Nie po raz pierwszy powstaje wrażenie,  że Ojciec Rydzyk  jest o niebo bardziej skuteczny niż Episkopat Polski.  Toruński zakonnik znów wchodzi na terytoria,  które lewica i liberałowie uznawali wyłącznie za swoje.  I  za to chyba jest tak  serdecznie nie cierpiany  po stronie “obozu postępu”.  Nikt nie lubi tracić monopolu. Oby tak dalej ojcze Tadeuszu! Bóg zapłać.

 

 

Wasz Przyjaciel

 

04 grudnia 2016
Ilość wyświetleń: